Dobra Rada Na Dziś Brzmi: Jest dzikość serca, dzikość duszy, dzikość umysłu. Dzikość jest piękna, więc nie tłum jej w sobie, dzikość jest potrzebna, więc bądź dziki.
Jak widać rada nie na każdy dzień, bo czas nie pozwala. Mam wrażenie, że każdego dnia przychodzi mi do głowy tyle elementarnych w życiu rad i myśli, że muszę się tym koniecznie podzielić, jednakże następnego dnia, okazuje się, że muszę ugotować zupę na kolejne 4 dni, by utrzymać dietę wiosenną i zrobić koktail z truskawek, a co za tym idzie, iść na zakupy po składniki. Tak więc wszystkie sakramentalne rady zapominam szybko, a nie mam czasu pisać tak często, bo przecież trzeba się trochę skupiać, a przynajmniej trochu poukładać ostatnie myśli. Z układaniem myśli jest co raz gorzej.
Ostatnie tygodnie/miesiące minęły dosyć ciekawie. Dużo podróżowałam wraz z niezastąpionym fotografem/muzykiem/malarzem/bejem (?) Marcinem, z okazji pewnych zdjęć dla pewnej organizacji. Nieistotne. Natomiast istotne jest to, że tyle pięknych miejsc się mija, jadąc samochodem, że chciałoby się zatrzymać co 300 m żeby nacieszyć się widokiem, może zrobić zdjęcie, albo się wysikać. Okolice Puław, Kazimierza Dolnego, wstyd przyznać, ale Polski to jak zbyt dobrze nie znam. Jednak wszystko się zaczyna dopiero, tak?! Dużo zdjęć zatem z drogi. Miałam także okazję poznać podczas niektórych podróży różnych, by nie użyć słowa interesujących, tajemniczych ludzi. Ale największe wrażenie wywarła na mnie przygoda, gdy chciałam się wydostać z pod wsi pod Białymstokiem (uciekł mi autobus), stałam sobie na przystanku, i patrzyłam na drzewa, jakie tam są drzewa! a jakie ptaki, a w pewnym momencie podjeżdża srebrny samochód, nienajgorszej marki, całkiem nowy, pomyślałam -no masz, pięknie, wzięto mnie za prostytutkę opatuloną szalikami, czapkami z 30 kg na plecach toreb i statywów. Ale jednak moje przeczucie mnie zawiodło. Tak poznałam Zbyszka (nie jestem pewna), który magicznymi siłami, odgadł, że jestem w kropce i potrzebuję jechać na stopa, chociaż nic w tym kierunku nie robię. No i tak pojechałam na stopa pierwszy raz w życiu. Było całkiem fajno. Poznałam także Pana Leszka, który zaprojektował sporo mostów w Polsce, lecz jest samotny i trochę wycofany. To było w pociągu. Dla kontrastu poznałam także Panią Wandę, która przy kawie i ciastku, opowiadała o swoim synie i o tym, jak pięknie można być nauczycielką.
Dużo napisałam, zapewne niepotrzebnie, bo przecież słowa są ta zbędne, zdjęcia mówią wszystko, właśnie się okazuje czasami, że nic nie mówią, chociaż tak by się chciało, żeby mówiły, wystarczy zdawkowy komentarz, a jednak nie, właśnie moja dzikość dziś, to była dzikość słowna.
No i jeszcze jedna rzecz. Bardzo dziękuję, za te wyróżnienia w związku z prowadzeniem bloga, ale ja nie będę wyróżniać nikogo, bo musiałam bym wszystkich wyróżnić, za wiele rzeczy który lubię, albo które mnie wkurzają.
w czasie powrotu z Kazimierza, padł nam samochód, mieliśmy awarię w miejscowości Gołąb, jednak przeznaczenie chciało tego, bo trafiliśmy na piękny zachód słońca.
a po 2 h, zostaliśmy odholowani!
szczęśliwy Konrad wraz z czeskim nacjonalistą, świętuje sprzedanie mojej osoby, temuż sędziwemu panu za 3 mln czeskich koron
wanda
leszek
który jest także seniorem harcerzem
parampam
i nocą też chadzam
ostatni zryw zimy
chce dużo snu.















fajnie
na prawde fajnie
btw: chyba widzialem Cie 02.04 w Hydrozagadce ale pewny nie jestem
fajnie u Ciebie
łańcuszek sprawił, że kojarzę już chyba wszystkich fotografów z warszwy. kończyłaś opt może? ogladaliśmy twoje foty na wystawie jakoś we wrześniu, a wtajemniczeni wiedzą, że ban ma jeden zajebisty wydruk w pokoju. działkowicz wiecznie czuwa!
nie wiem czemu, ale pozera prawą stronę tekstu. da się z tym coś zrobić?
Kurcze, ciekawe.
nie wiem co to opt. więc chyba tego nie kończyłam, studiujem w Czechach. A wystawa czy nie była przypadkiem w październiku ?
Miło mi że nad ban czuwa działkowicz, zastanawiam się tylko którego wybrała.
Pozdrawiam wiosennie.